28 kwietnia 2011

Historia Lusi

Kicia przybłąkała się na początku maja 2010. Miesiąc trwało zanim do mnie podeszła. Kicię wypatrzyła moja siostra i zadzwoniła do mnie mówiąc , że ma dla mnie niespodziankę. Natomiast Amelka moja siostrzenica 6-letnia dokarmiała kicię przez płot. Kicia była. Wyglądała jak 7 nieszczęść. Chuda, brzydka i z chorymi uszami. Ważyła zaledwie 1,5 kg. Uszy były całe w ranach. Na początku pomyślałam, że nie dam rady czasowo i finansowo. No ale Lusia została.
Lusia bardzo powoli dawała się oswoić.


 Uszy koszmarnie krwawiły i nie goiły się. 


Oprócz tego okazało się , że Lusia będzie mamą. To był lipiec. Niestety skończyło się na tym, że zaczęło się coś dziać i pojechałam na sygnale do weterynarza. Kociaki były martwe. Trzeba było operować Lusię. Przy okazji zgodziłam się na amputację części ucha, które ciągle się nie goiło.


Część uciętego uszka wysłałam na badanie histopatologiczne. Wynik - rak płaskonabłonkowy.
Tego dnia co Lusia miała zabieg, postanowiliśmy w domu, że weźmiemy małego kotka dla Lusi na pocieszenie. Wcześniej planowaliśmy,że jak kotki się urodzą to jeden u nas zostaje. Ale nie urodziły się... I tak Lusia została zastępczą mamą Buni. Miała zajęcie , które było dla niej zbawienne. Nie zwracała uwagi na szwy, przez co wszystko ładnie się goiło.






Bunia miała przedłużone dzieciństwo :) Bo Lusia traktowała jak swoje świeżo narodzone dziecko.
Obie piękniały i dochodziły do siebie. 



W międzyczasie Lusia była zastępczą mamą dla Bejcusia. Kiciusia wzięłyśmy z lecznicy gdzie byłam z Lusią na kontroli. Na korytarzu siedziała Pani z malutkim kotkiem, który wpadł do puszki z bejcą. Niestety był za mały na podanie kroplówek itd. I tak Lusia uratowała mu życie :). Kiciuś jak doszedł do siebie wrócił z powrotem do Pani.





Niestety na uszku pojawiły się nowe rany. Po konsultacji ze zwierzęcym onkologiem została podjęta decyzje, że trzeba amputować uszy. Kolejne badanie histopatologiczne potwierdziło poprzednią diagnozę. Zrobiłam też badanie linii cięcia - jest czysta.
Przy okazji wszelkich badań przed opercją dowiedziałam się, że Lusia to już taka wiekowa dama. Szacowany wiek to ok 10 lat.



I taka jest historia mojej Lusi. Oj przeszłyśmy razem wiele...
Ale teraz Lusia jest na zasłużonej kociej emeryturze :)   jest szczęśliwa i kochana. 
Oczywiście muszę być czujna i robić Lusi badania kontrolne. Ale póki co cieszymy się czasem spędzonym razem.






8 komentarzy:

  1. Lusia jest do przytulenia, a Ty jesteś Wspaniałym Człowiekiem!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. ...rzeczywiscie jestes Niezwykla...Poruszajaca i niesamowita historia...Pozdrawiam cieplo z calego serca:)))!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty musisz mieć serce jak stodoła

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowita historia, uratowałaś trzy istnienia!

    OdpowiedzUsuń
  5. ♥♥♥ to dla Ciebie :) !!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Agata, skradłaś moje serce, Ty, Bunia i Lusia ....kocham koty więc rozumiesz dlaczego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wzruszajaca historia aż sie popłakałam Agatko jesteś wspaniała ;) ;) ;) ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Cześć :) Znalazłam Twój blog w sieci próbując pomóc mojej kotce, 10-letniej Ninusi. Wygląda jak Lusia i zmiana na uszku tez jest taka jak u Lusi, ale troche wieksza... Jakie sa rokowania dla kotów chorych na tą odmianę raka? Ja się czuła po operacji Twoja kotka? Pozdrawiam Cię serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...